Patron Szkoły – Kilka słów o Wisławie Szymborskiej

      Obchody 90 - lecia istnienia Szkoły stały się okazją do zmiany jej nazwy oraz patrona. W drodze głosowania, w którym brali udział nauczyciele, uczniowie i rodzice, została nim poetka polska Wisława Szymborska.

      Oficjalny życiorys Wisławy Szymborskiej można znaleźć w słownikach i encyklopediach. Poetka nie lubiła jednak mówić o swoim życiu. Udzieliła małej ilości krótkich wywiadów, nie podawała faktów, nie pamiętała dat. Uważała, że prawdę o niej zawierają napisane wiersze.

Rodzina

      Rodzice Wisławy Szymborskiej (Anna Maria Rottermundówna i Wincenty Szymborski) pobrali się 17 lutego 1917 roku. Ojciec poetki zatrudniony był na stanowisku rządcy w majątku hrabiego Zamoyskiego w Zakopanem.
W latach 1892 - 1922, kiedy pracował dla hrabiego, przez Zakopane przewinęła się niemal cała elita artystyczno – naukowa i chociaż w rodzinnych przekazach brak wzmianki na ten temat, Szymborski musiał się zetknąć z Janem Kasprowiczem, czy Kazimierzem Przerwą - Tetmajerem.

     O zakopiańskiej działalności ojca Szymborska wiedziała jednak niewiele. Za to w pamięci późniejszej poetki ważne miejsce zajmował dziadek, Antoni Szymborski, który zmarł ponad czterdzieści lat przed jej urodzeniem. Z dokumentów rodzinnych wyłania się wizerunek - światłego patrioty, który walczył „za wolność naszą i waszą” między innymi podczas Wiosny Ludów. Dobrze układały się relacje Wisławy z rodziną ze strony matki. Do babci Karoliny Rottermundowej jeździła przez całe dzieciństwo na wakacje, odwiedzała ją też jako osoba dorosła.

    W styczniu 1923 r. państwo Szymborscy przenieśli się do Kórnika, gdzie przyszła na świat ich druga córka Maria Wisława Anna – przyszła poetka. Szymborscy z córkami zamieszkali w domu leżącym na granicy Kórnika i Bnina, skąd niebawem przenieśli się do Torunia, a następnie do Krakowa, gdzie zamieszkali w eleganckiej kamienicy. Wisława, co często podkreślała, miała szczęśliwe dzieciństwo. Rodzice poświęcali jej dużo czasu, czytali bajki. Szczególnie lubiła te, których bohaterami były krasnoludki.

     Ojciec poetki zmarł w 1936 r. na atak serca. We wspomnieniach Szymborskiej z dzieciństwa jest on dużo bardziej obecny niż matka. „To ojciec był od rozmowy, a z mamą się rosło, miało czystą szyję i zmieniało skarpetki. Mama nie była barwna, była dzielna, szamotała się z życiem.” Pani Anna Szymborska zmarła w 1960 roku.

Miłości i przyjaźnie

     Rodzinny dom Wisława Szymborska opuściła w 1948 roku. Wyszła za mąż za poetę Adama Włodka i zamieszkała wraz z nim na ulicy Krupniczej 22, w tak zwanych czworakach literackich. W tym czasie dom pod numerem 22 był już legendą. Swoje utwory tworzyli tam między innymi Jerzy Andrzejewski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Jerzy Szaniawski, Kazimierz Brandys.

    Przyjaciele  zapamiętali Wisławę z tego okresu jako osobę  stroniącą od zabaw i tańców, poetka unikała też rozmów na tematy kontrowersyjne i górnolotne. Młode małżeństwo chętnie przyjmowało gości, ale wizyty te miały raczej charakter kameralny.  Specjalną atrakcją spotkań u Wisławy i Adama były parateatralne produkcje Sławomira Mrożka i Leszka Herdegena. Często gościł u Włodków Maciej Słomczyński, który „nauczył” Wisławę tworzyć limeryki. Szymborska rozeszła się z Adamem Włodkiem w 1954 r. po niespełna sześciu latach małżeństwa. Para rozstała się w przyjaźni.

     W połowie lat 60 poetka zaprzyjaźniła się z młodszą o ponad dwadzieścia lat Ewą Lipską, która wspominała, że byli małżonkowie chętnie ze sobą rozmawiali, wymieniali się poglądami. Wisława nikomu nie pokazywała swoich wierszy, nikogo się nie  radziła, z jednym wyjątkiem: Adama Włodka. On był zawsze pierwszym ich czytelnikiem. Kiedy zmarł, zajęła się pogrzebem, a potem, co roku pamiętała o rocznicy jego śmierci.

    Inną ważną osobą w jej życiu była siostra Nawoja, która organizowała wszystkie święta, była świetną gospodynią, znakomicie gotowała, dbała o kulinarną stronę życia poetki, dla której kuchnia była zawsze wielką tajemnicą. Na uroczystości rodzinne do Nawoi Wisława przychodziła najpierw
z Adamem Włodkiem, potem z Janem Pawłem Gawlikiem, później Kornelem Filipowiczem, który był szczególnie ważnym dla niej mężczyzną. Po jego śmierci napisała wiersz „Kot w pustym mieszkaniu”, którego nigdy nie czytała na wieczorach autorskich. Napisała tez kilka wierszy pożegnań – dyskretnych i podszytych rozpaczą.

Fascynacja kiczem i inne pasje    

    Poetka zawsze miała sentyment do kiczowatych bibelotów, dziwnych gadżetów przywożonych z zagranicznych podróży albo wyszukanych na targach staroci. W tym celu np. wybierała się na targi w Cieszynie. Zachwycił ją też pomysł stworzenia Muzeum Guzików w Łowiczu.

   Szymborska zbierała stare pocztówki, gdyż – jak mówiła - to jedyne zbieractwo, jakie można uprawiać w małym mieszkaniu. Interesowały ją też wykopaliska, kamienie. Uważała, że w tym odciska się cywilizacja. W mieszkaniu poetki w różnych miejscach można było znaleźć dziwne przedmioty: włochate prosię – pozytywkę z korbką w postaci świńskiego ogonka, damską nogę z marcepanu, popielniczkę w kształcie orła i wiele, wiele innych. Najczęściej były to przedmioty, które dostała w prezencie. Przyjaciółki dołożyły do jej zbiorów: zapalniczkę w kształcie biustu, przyrządzik do biczowania oraz nadmuchiwaną, gumową postać z obrazu Muncha „Krzyk”.

    Kiedy już nacieszyła się bibelotami, często przeznaczała je jako fanty na loteryjkę. Tę zabawę kultywowała przez lata i zapraszani przez nią goście przyzwyczaili się do tego, że zawsze po kolacji odbywało się losowanie. Michał Rusinek, sekretarz poetki, zauważył, że znajdujące się w mieszkaniu Szymborskiej bibeloty należą do trzech kategorii. Najwyższą  stanowią rzeczy umieszczone na regale z książkami. Bibeloty przechowywane w szafie bądź w szufladzie stanowią drugą kategorię. Trzecia natomiast to fanty przeznaczone na loteryjkę, aby pozbyć się ich z mieszkania.

    Wielką pasją Wisławy Szymborskiej było własnoręczne robienie pocztówek kolaży. Kiedy za sprawą Nagrody Nobla stała się sławna, przyjaciele pokazywali je w telewizji, eksponowali na wystawach. Tworząc kolaże, czuła się artystką. Ważną rolę pełniły w życiu poetki sny. Pamiętała te dobre, wesołe, zdarzały się też sny mówione i dramatyczne.

Pisanie wierszy

    Wisława Szymborska tworzyła, ale o swoich wierszach nie lubiła rozmawiać w myśl apelu Johanna Wolfganga Goethego, na który się powoływała: ,,Artysto, twórz, nie gadaj”. Każda rozmowa o poezji zamieniała się w rozmowę o sprawach codziennych, banalnych. Nie komentowała również dorobku innych poetów. O procesie twórczym mówiła z charakterystycznym dla siebie dowcipem: „najważniejszą czynnością poety jest skreślanie, a najpotrzebniejszym meblem w jego mieszkaniu – kosz na śmieci.”

    Historię pierwszego swojego wiersza opowiedziała Bładze Dimitrowej (tłumaczce na język bułgarski). Przygodę z pisaniem, jak wspominała, zaczęła od wymyślania dla siebie nowelek i były one coraz krótsze, aż sprowadziły się do kilkunastu linijek i tak powstał wiersz. Jej wiersze to miniaturowe nowelki. Nigdy żadnego z nich nie opatrzyła datą i dedykacją. Wyjątek stanowi wiersz dla młodej, zdolnej poetki: Haliny Poświatowskiej. Wisławie Szymborskiej zależało bowiem, by czytelnik myślał, że to wiersz dla niego.

   Zawsze skromna i z dystansem do świata, siebie i swojej twórczości, czemu wyraz dała w wierszu ,,Wieczór autorski”, dlatego tym bardziej zaskoczyło ją przyznanie Nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

Nobel – Jak to przeżyć?

     Informację o przyznaniu Nagrody Nobla poetka odebrała w Domu Pracy Twórczej Astoria w Zakopanem. Wieść ta wcale jednak jej nie ucieszyła, ale przeraziła. Czuła się zakłopotana, bała się zainteresowania swoją osobą, obowiązków związanych z nagrodą. Musiała ułożyć przemówienie, listę gości, których mogła zaprosić do Sztokholmu, a przede wszystkim wziąć udział w bardzo trudnej dla niej  uroczystości, której program liczył 22 punkty. Taką ilość zajęć w zwykłym czasie Wisława Szymborska rozłożyłaby na kilka miesięcy, a może i lat życia.

     Prowadząca dotychczas bardzo skromne życie, pozostająca w cieniu, unikająca rozgłosu artystka była udręczona przez nagłą sławę, zainteresowanie mediów i ataki prawicy, którą Nobel sprowokował do wypominania jej kilku wierszy napisanych w okresie stalinowskim. By chronić swoją prywatność, zatrudniła sekretarza, Michała Rusinka.

    Do Sztokholmu na uroczystości wręczenia Nagrody Nobla pojechała w grudniu 1996 roku. Najważniejszym punktem programu, oprócz wręczenia nagrody był wykład w Akademii Szwedzkiej oraz kolacja wydana przez jej członków na cześć laureatki. Podczas bankietu poetka siedziała na honorowym miejscu, po prawej stronie króla szwedzkiego Karola XVI Gustawa. Wszystko było dla niej niezwykłe.

    Artystce, od lat namiętnej palaczce papierosów, unikającej oficjalnych uroczystości, na których nie można było zapalić, udało się wyciągnąć z przyjęcia na papierosa samego króla. Na jednym ze zdjęć noblowskich widać, jak puszcza w górę kółeczka z dymu. Publikacja tego zdjęcia została zakazana, bo był na nim również król, który nie powinien swoim nałogiem gorszyć poddanych.

Życie po Noblu

     Zainteresowanie dziennikarzy, zaproszenia na uroczystości, wywiady, zdjęcia, autografy, to było wszystko, czego Szymborska nie lubiła. Poetka załatwiała formalności związane z przekazaniem nagrody na cele charytatywne. Postanowiła też zmienić swoje malutkie, niewygodne mieszkanie na nieco większe. Nagle stała się znana i pożądana. Do artystki zwracano się o podpis pod apelem, petycją, protestem, z prośbą o wsparcie. W tych wszystkich trudnych sprawach pomagał sekretarz Michał Rusinek, przez którego poetka kontaktowała się ze światem i dzięki któremu świata unikała.

      Choć skarżyła się na ponoblowskie obowiązki, Nagroda Nobla niewiele zmieniła w jej obyczajach. Pozostała skromna, wierna swoim przyjaźniom, nie udzielała się towarzysko. Dużo czytała, rozwijała swoje wszechstronne zainteresowania. Częstotliwość jej wieczorów autorskich i spotkań z czytelnikami nie uległa zmianie, zwiększyła się tylko liczba odrzucanych propozycji, bo była ich niezliczona ilość. Nie zmieniła swoich nawyków. Przez 15 lat, jakie minęły od przyznania Nagrody Nobla, Wisława Szymborska wydała trzy tomiki wierszy, razem 72 wiersze, co dawało 6 rocznie. To była jej średnia.

Zmarła 1 lutego 2012 roku. Podczas pogrzebu sekretarz poetki powiedział:

,,Niedługo przed śmiercią mówiła pani, że miała długie, dobre życie i szczęście do ludzi, do przyjaciół. Była pani za to wdzięczna losowi i pogodzona z tym, co miało się stać. Ciekawe, co pani teraz robi. Zakładała pani, że w wersji pesymistycznej będzie pani siedzieć gdzieś przy stoliczku i pisać dedykacje. A w wersji optymistycznej? No cóż, w niebie jest podobno pani ulubiona Ella Fitzgerald, więc pewnie słucha jej pani teraz, paląc papierosa i pijąc kawę. Ale równocześnie – na szczęście dla nas – wciąż może być pani z nami. Zostawiła nam pani sporo do czytania i sporo do myślenia”.

    Wisława Szymborska wydała 13 tomików wierszy: Dlatego żyjemy (1952), Pytania zadawane sobie (1954),Wołanie do Yeti (1957), Sól (1962), Sto pociech (1967), Wszelki wypadek (1972), Wielka liczba (1976), Ludzie na moście (1986), Koniec i początek (1993) 1996), Chwila (2002), Dwukropek (2005), Tutaj (2009), Wystarczy (2012) – wydany pośmiertnie.

     Jej wiersze przetłumaczono na ponad 40 języków, a dorobek został uhonorowany wieloma odznaczeniami i medalami.